Koncerty Machinae Supremacy i Degreed

Początek imprezy o godzinie 20:00. Wstęp: 30/40/50PLN.

plakat

Co powstanie z połączenia anime, gier komputerowych, Partii Piratów i elektrycznych gitar? Czy muzyka metalowa może być jednocześnie ostra, melodyjna i odświeżająco współczesna? Już jesienią odpowiedzi na te pytania udzielą Polakom muzycy Machinae Supremacy.

W ramach europejskiej trasy koncertowej szwedzki zespół Machinae Supremacy oraz towarzysząca mu grupa Degreed odwiedzą trzy polskie miasta: Gdańsk, Warszawę i Wrocław. 8 października będzie można ich zobaczyć w gdańskim klubie Wydział Remontowy, dzień później, 9 października wystąpią w warszawskim VooDoo. Wizytę w Polsce zakończą koncertem we wrocławskim Liverpoolu 10 października.

Ta unikalna na metalowej scenie kapela jest doskonale znana nie tylko fanom ostrego grania, ale też miłośnikom gier komputerowych. Machinae Supremacy w niespotykany sposób łączy gitarowe popisy z melodiami, w których odnajdzie się każde dziecko technologicznej rewolucji przełomu wieków. Wpływowy magazyn Metal Hammer określa ich mianem „jednego z najbardziej interesujących zespołów naszych czasów”. Rewolucyjne podejścia zespołu do tworzenia muzyki uwidacznia się nie tylko na ich koncertach i nagraniach. Jest wyczuwalne również w codziennej działalności artystów, którzy nie boją się wykorzystywać zdobyczy nowoczesnej technologii ani alternatywnych metod dystrybucji i finansowania swojej działalności. Muzycy Machinae Supremacy są swoistymi zwiastunami nowej rzeczywistości, w której fani, a nie wielkie wytwórnie, decydują o popularności poszczególnych zespołów. Najlepszym dowodem na to jest właśnie trasa koncertowa, w ramach której odbędą się koncerty w Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu – stała się ona możliwa dzięki środkom, zebranym bezpośrednio od miłośników zespołu.

W trasie koncertowej towarzyszyć im będą rodacy ­ pochodząca ze Sztokholmu grupa Degreed. Założony w 2005 roku zespół współtworzy finalista szwedzkiej edycji Idola, Robin Ericsson. Jak dotąd grupa wydała dwa krążki. Pierwszy zatytułowany Life, Love, Loss ukazał się w 2009 roku, drugi We don’t belong w roku 2013. Oba spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem szwedzkiej publiczności i krytyków.

Koncert Lahka Muza (30-lecie zespołu) oraz Bisclaveret (premiera albumu)

Google+

Facebook

Last.FM

Początek imprezy o godzinie 20:00, koncert od 21:00. Wstęp: 20PLN.

plakat

Ľahká Múza to grupa powstała w 1984 roku w byłej Czechosłowacji. Jej inspiracje ulegały wielokrotnym zmianom, co odbiło się na jej muzyce. Ta różnorodność wpływów pozwoliła artystom wypracować unikatowe brzmienie, niespotykane dotąd w Europie Środkowowschodniej. Zespół niejednokrotnie odwiedzał Polskę. Gościł zarówno na festiwalach jak i na koncertach klubowych. W maju zespół obchodzi swoje 30-lecie.

Bisclaveret jest rodzimym reprezentantem sceny ambientowej. Projekt powstały w 2000 roku w Gdańsku. Duet Radosław Murawski i Maciej Mehring od początku podąża własną drogą. Swoje poszukiwania w materii dźwięku i słowa muzycy przełożyli na kilka wydawnictw krajowych i zagranicznych. Występ związany będzie z premierą nowego albumu zatytułowanego „Theu Anagnosis”. Czego możemy się po nim spodziewać? Przyjdźcie i sprawdźcie sami!

Koncert Loopus Duo, czyli trance-dark-folk po andrzejkowych wróżbach

Google+

Facebook

Początek imprezy o godzinie 20:00, koncert od 21:00. Wstęp: 10PLN.

ulotka

Zasmuciło was odwołanie ostatniego koncertu Żywiołaka? Być może nic straconego! Wpadnijcie na Loopus DUO, inny projekt „żywiołakowej stajni”. Pierwszy w Gdańsku i jeden z pierwszych w Polsce koncert nowego projektu Roberta „DeLiry” Jaworskiego i Sebastiana Madejskiego już w niedzielę w klubie Wydział Remontowy.

Zespół Loopus Duo powstał w czerwcu tego roku. To nietuzinkowy projekt tworzony przez dwóch multiinstrumentalistów – Roberta DeLirę Jaworskiego i Sebastiana Madejskiego (Beltaine Improved). Sterujący psychodeliczną lirą korbową i mroczną fidelą renesansową Jaworski znany jest szerokiej publiczności jako założyciel heavy folkowego zespołu Żywiołak. Znany jest także z innych projektów, jak roberto DELIRA & Kompany czy Ich Trole. W projekcie Loopus Duo wyraża swoją pasję rekonstruktora instrumentów dawnych. Nietuzinkowym instrumentom towarzyszy oryginalny wokal Sebastiana Madejskiego. Wokalista związany z zespołem Beltaine Improved to człowiek o czterech barwach głosu płynnie przechodzący od niskich basowych tonów do podniebnych wysokości. Duet muzyków na scenie wspiera jedynie urządzenie powielające, które pozwala im tworzyć niesamowite „loopy” – muzyczne pętle dźwięków, na których opierają swoje utwory. Loopus to poszukiwania między folklorem, transem, absurdalną liryką oraz przestrzenią natury…

Kompresor zaprasza: Loopus Duo

Google+

Facebook

Początek imprezy o godzinie 20:00, koncert od 21:00. Wstęp: 10PLN.

ulotka

Pogańskie wierzenia mówią że noc andrzejkowa to czas niezwykły, czas magiczny. Zawieszony zostaje normalny porządek świata, który otwiera się na moce magiczne. W Klubokawiarni 1138 magię zapewni formacja Loopus DUO, która zaprezentuje swoją hipnotyzującą „zapętloną” muzykę.

Zespół Loopus Duo powstał w czerwcu tego roku. To nietuzinkowy projekt tworzony przez dwóch multiinstrumentalistów – Roberta DeLirę Jaworskiego i Sebastiana Madejskiego (Beltaine Improved). Sterujący psychodeliczną lirą korbową i mroczną fidelą renesansową Jaworski znany jest szerokiej publiczności jako założyciel heavy folkowego zespołu Żywiołak. Znany jest także z innych projektów, jak roberto DELIRA & Kompany czy Ich Trole. W projekcie Loopus Duo wyraża swoją pasję rekonstruktora instrumentów dawnych. Nietuzinkowym instrumentom towarzyszy oryginalny wokal Sebastiana Madejskiego. Wokalista związany z zespołem Beltaine Improved to człowiek o czterech barwach głosu płynnie przechodzący od niskich basowych tonów do podniebnych wysokości. Duet muzyków na scenie wspiera jedynie urządzenie powielające, które pozwala im tworzyć niesamowite „loopy” – muzyczne pętle dźwięków, na których opierają swoje utwory. Loopus to poszukiwania między folklorem, transem, absurdalną liryką oraz przestrzenią natury…

Kompresor zaprasza: Desdemona, Dead Factory

Last.fm

Google+

Facebook

Początek imprezy o godzinie 20:00, koncerty od 21:00. Wstęp: 15zł (do godziny 22:00)/20zł (po godzinie 22:00).

ulotka

Desdemona

Desdemona to jedno z najciekawszych zjawisk polskiej sceny alternatywnej. Zespół pochodzi z Polkowic na Dolnym Śląsku, działa w zmiennym składzie od 1996 roku. Ich muzykę można określić mianem gothic metal, jednak zespół daleki jest od zamykania się w sztywnych ramach gatunkowych. W muzyce Desdemony obecne są elementy electro, dubstepu a także wpływy muzyki industrialnej. Swoją popularność grupa zawdzięczają udziałowi w programie telewizyjnym „Must be the Music”. Desdemona radzi sobie dobrze także poza granicami kraju. Ich debiutancka płyta została wydana w Japonii, a ostatni album zespołu zatytułowany „Endorphines” znalazł się w zestawieniach „album roku” m.in w USA, we Włoszech oraz na Słowenii. Zespół wystąpił także na festiwalu M’Era Luna 2013 jako reprezentant naszego kraju.

Dead Factory

Dead Factory to projekt Macieja Mutwila założony w 2001 roku w Sosnowcu. Projekt wykonuje muzykę z pogranicza minimalistycznego ambientu i industrialu. Muzyka Dead Factory przywołuje do życia duchy zapomnianych post-przemysłowych molochów, pozostałości po zimnej wojnie, które zapraszają słuchacza do bezkresnych światów zimna, rdzy oraz betonu. Jak dotąd ukazało się pięć krótkich wydawnictw zespołu, obecnie trwają prace nad wydawnictwem pełnometrażowym.

Machineries Fest – wywiad z Wojciechem Królem

O tym jak to jest organizować festiwal dla kilkutysięcznej publiki, co jest nie tak ze współczesną sceną dark independent i jakie korzyści niesie crowdfunding rozmawiamy z Wojciechem „kr-likiem” Królem, muzykiem znanym z takich projektów jak Controlled Collapse, Deathcamp Project, CLICKS czy SPAMx4 i organizatorem Machineries Fest — łódzkiego festiwalu muzyki dark independent, którego najbliższa edycja zaplanowana jest na maj 2014.

machineries-fest-flyer

PG: Na co dzień grywasz w kilku zespołach. Czy bycie muzykiem pomaga czy raczej przeszkadza w pracy organizatora imprez?

kr-lik: Myślę, że pomaga. Mam w tym momencie pogląd na różne sprawy z dwóch punktów widzenia. Wiem czego się spodziewać jako organizator oraz jako artysta i jestem w stanie przewidzieć pewne problemy i wyeliminować je w zarodku.

PG: Skąd pomysł na sięganie po crowdfunding?

kr-lik: Po sukcesach jakie ta forma organizacji miała wśród znajomych w Anglii czy Belgii. Jest to o tyle fajna sprawa, że fani już teraz widzą na jakim etapie znajduje się festiwal. Nie ma tutaj miejsca na to, że na tydzień przed imprezą, ta zostaje odwołana a ludzie mają już zatwierdzone urlopy itp. Tutaj sprawa jest jasna i przejrzysta na długi czas przed.

PG: Patrząc po oferowanych nagrodach ma się wrażenie, że to nie zbiórka pieniędzy, a przedsprzedaż biletów. Czy ten zabieg był celowy? Jeśli tak to dlaczego?

kr-lik: Dokładnie o to chodziło. Jest kilka powodów oczywiście. Crowdfunding w Polsce jak i w samej Europie nie jest jeszcze odpowiednio opisany prawnie. Z jednej strony są to darowizny z drugiej strony zakup usług czy przedmiotów. W naszym przypadku jest to sprzedaż biletów na festiwal. Ponieważ jednak nie wszyscy interesują się tymi zespołami a jednak chcą pomóc, oferujemy również inne – tańsze – gadżety i usługi.

PG: Co jeśli zbiórka nie wypali?

kr-lik: Oprócz rozczarowania mojego jak i ,myślę, również wielu innych osób, prawdopodobnie kolejne pomysły jak to zrobić inaczej. A technicznie rzecz biorąc to oczywiście nikt nic nie traci. Wszystkie dotychczasowe wpłaty zostają automatycznie zwrócone.

PG: Występowałeś na wielu festiwalach zarówno w Polsce, jak i poza nią. Czy pod względem organizacyjnym dostrzegasz jakieś różnice między nami a resztą świata?

kr-lik: U nas niestety jest bardzo dużo amatorki. Obsuwy, problemy techniczne, kiepski sprzęt. Oczywiście nie wszędzie. Jest wiele miejsc w Polsce gdzie wszystko jest co najmniej jak na „Zachodzie”. Przykładem może tu być gdański Wydział Remontowy gdzie wszystko jest w 100% ogarnięte. Na zachodzie oczywiście też zdarzają się sytuacje stresowe natomiast nigdy chyba nie mieliśmy tak zwanej „załamki” tak jak czasem zdarzało się w Polsce.

PG: Co Twoim zdaniem jest najtrudniejsze w pracy organizatora?

kr-lik: Trudno powiedzieć. Patrząc na doświadczenie to chyba promocja wydarzenia. Stres związany z tym czy przyjdzie odpowiednia liczba osób czy też nie.

PG: Scena dark independent nieustannie się zmienia. Które ze zmian uważasz za znaczące?

kr-lik: W ostatnich latach? Niestety znaczący jest wielki spadek jakości muzyki. Z łatwością robienia muzyki idzie liczba projektów / zespołów, które tą muzykę robią a nie powinny. Również łatwość w udostępnianiu wszystkiego co się robi powoduje, że tyle tego syfu do nas dociera. Wytwórnie, nawet w „scenie” dark mają jedynie $ w oczach i tak zwany quality control niestety przestał istnieć. Trudno jest więc znaleźć coś DOBREGO, aczkolwiek wiele dobrego również istnieje. Trzeba jednak CHCIEĆ to znaleźć. Ciekawym przykładem do czego zmierza muzyka naszej sceny jest to, że nowa płyta Skinny Puppy, bądź co bądź jednego z najważniejszych zespołów naszej muzyki, nie ma Europejskiego wydawcy. Po prostu się nie opłacało.

PG: Chcesz aby festiwal Machineries promował miasto Łódź. Co takiego ma w sobie Łódź? Jakie elementy tego miasta uważasz za interesujące dla festiwalowiczów?

kr-lik: Łódź ma w sobie klimat. BARDZO, BARDZO specyficzny. Jest to miasto kompletnie zapomniane, zostawione trochę na pastwę losu. Jest to kolebka Polskiego techno / drum’n’bass i wielu innych artystycznych przedsięwzięć. Zanim pojawił się Open’er, w Łodzi była parada techno przyciągająca tysiące fanów. Łódź posiada też bardzo fajne miejsca w których będę chciał robić Machineries Festiwal w przyszłości.

My oczywiścię będziemy, Was również zapraszamy do wzięcia udziału w zbiórce i zaklepania urlopu na początek maja. Do Machineries Fest zostało jeszcze 8 miesięcy. Do końca zbiórki zaś 36000 złotych. Tak więc wyciągać portfele i do zobaczenia w Łodzi!

 

Festiwal Machineries odbędzie się 3 maja 2014. Zagrają: Diorama, Architect, [ cell 7 ], Controlled Collapse, [haven], Już Nie Żyjesz.

Klub Dekompresja, Łódź

Bilety do 155PLN

Zbiórka za pośrednictwem serwisu wspieram.to

Czy umiemy przegrywać?

Ostatnimi czasy wiele się dzieje. Popularne festiwale zaczęły ogłaszać propozycje na przyszły rok. Pierwsze zespoły ogłosiły już m.in. Castle Party, M’Era Luna oraz Amphi Festival. Prócz nich pojawiają się oddolne inicjatywy pokroju Alt-Fest czy VP Live. Również na rodzimym poletku nie ma spokoju. Wielbiciele niezależnej elektroniki uważnie obserwują Machineries Fest, podczas gdy zwolennicy mroków rodem z lat 80tych interesują się Return to the Batcave Festival.

Sami przyglądamy się temu wszystkiemu z ogromną ciekawością. Wśród dominującego pesymizmu i deklaracji że „scena umiera” widzimy dowody na to, że są ludzie którym zależy na dobrych koncertach i świetnych imprezach. Trzymamy kciuki za ich działania i staramy się dorzucać do każdego projektu, jeśli tylko jest taka możliwość (albo kupując bilety albo używając popularnych narzędzi do organizacji zbiórek grupowych). Trzeba pamiętać, że scena to nie tylko muzycy i organizatorzy ale przede wszystkim fani, którzy chodzą na koncerty!

I chociaż sukces każdego kolejnego projektu cieszy, musimy brać pod uwagę ewentualną porażkę. Taki los spotkał rozreklamowany i dobrze zapowiadający się Fugazi FESTiwal, który w ostatniej chwili został odwołany. Pomimo zmarnowanej pracy wolontariuszy i pomysłodawców, najważniejsze by się nie zniechęcać.

Wszystko zostaje w RODzinie

Co powstanie z połączenia tradycyjnej słowiańskiej muzyki z elektronicznym brzmieniem z gatunku drum’n’bass, dubstep, breakbeat?

Chłopaki z grupy ROD postanowili zabawić się konwencjami i sprawdzić. Okazuje się, że piszczałki i dudy doskonale współgrają z drumowym urywanym beatem, a bardzo współczesne, refleksyjne teksty nie tracą na aktualności, nawet gdy są wyrażane za pomocą słów tak archaicznych jak „prosiniec” i „Wieszczyca”. ROD nawiązuje do tego co rodzime, powraca do korzeni, ale bez udawania, że nic się od tego czasu nie zmieniło. Chłopaki z Wejherowa balansują pomiędzy tym co tradycyjne i nowoczesne i idzie im to całkiem zgrabnie. W ich wykonaniu fuzja elektroniki i instrumentów dawnych kontrastuje i współgra, nie razi wymuszoną oryginalnością, co się często zdarza w przypadku takich egzotycznych połączeń. Ich pierwsza EPka „Tu i wtedy” została wydana przez Zoharum Records w styczniu tego roku. ROD jednak nie próżnuje i już kończy nagrywanie materiału na kolejne wydawnictwo. Więcej o planach na przyszłość i sięganiu w przeszłość opowiedzą wokalista Michał „Mokas” Mokrzycki i basista Sławomir Cichy.

Emilia Mikulska: Skąd pomysł na połączenie muzyki elektronicznej i tradycyjnego słowiańskiego brzmienia?

Michał Mokrzycki: To chyba przez cykl wyładowań w głowie Cichego. Wcześniej z Lokim grywali w zespole Prowe, w formule bliższej muzyce rockowej z elementami etnicznymi. Potem pojawił się Hansollo, który zajmuje się elektroniką, i pomysł, że może jedno z drugim się nie gryzie, a wręcz przeciwnie.

Emilia Mikulska: Co takiego ma w sobie muzyka słowiańska, że zdecydowaliście się grać w takiej stylistyce?

Michał Mokrzycki: Tak jak dla Jamajki muzyką korzeni jest muzyka afrykańska, która znajduje swoje odbicie w reggae, tak my postanowiliśmy poszukać korzeni trochę bliżej. Śpiew biały, instrumenty etniczne, a także opowieści to niesamowita inspiracja. Przetwarzamy, filtrujemy te inspiracje przez naszą wrażliwość na dźwięki i świat w taki sposób, żeby słychać było ich echa, przy czym nie chcemy na siłę rekonstruować tego, co już bezpowrotnie uleciało.

Sławomir Cichy: Nie gramy muzyki rekonstrukcyjnej, nawet trudno byłoby nas nazwać zespołem folkowym, ludowym itp. To co robimy nazwałbym próbą nawiązania do czasów przedchrześcijańskich, stworzenia muzyką odpowiedniego nastroju, ale wszystko z perspektywy współczesnego człowieka. Osobiście przez lata moich muzycznych doświadczeń brakowało mi wciąż jednego, bez względu na uprawiany gatunek. Mianowicie rodzimego, własnego pierwiastka zawartego w muzyce. Co to za frajda napchać Polakom do uszu muzyki ludzi, którzy żyją gdzie indziej, odczuwają inaczej i po prostu są inni niż my tutaj, a następnie przemielić to przez swój pryzmat. My oczywiście również bazujemy na zachodnich dokonaniach, bo jakże można by się od tego całkowicie odciąć, z tą jednak różnicą, że próbujemy możliwie najmocniej zaznaczyć słowiańską duszę i stworzyć swoistość, aby każdy i gdziekolwiek usłyszy naszą muzykę wyczuł słowiański charakter i nasz temperament. To bardzo ambitne założenie. Czas pokaże, czy choć po części nam się powiedzie.

 

ROD - Tu i Wtedy - okładka płyty
Okładka nowej płyty zespołu

E: Jaka będzie wasza nowa płyta?

MM: Pochmurna 🙂 W warstwie tekstowej sporo będzie świata przyrody i człowieka, który w nieustannych przemianach żyje i ma się raz lepiej, raz gorzej. Brzmieniowo konsekwentnie realizujemy styl znany z „Tu i wtedy”, ale w tym wypadku płytka będzie dużo bardziej dopracowana i zróżnicowana.

SC: Z pewnością EP, którą właśnie kończymy będzie bardziej wypieszczona. Przy pierwszym wydawnictwie działaliśmy trochę po omacku, ale takie są przecież uroki początków współpracy. Ostatnio często pada pytanie, dlaczego znów EP, a nie pełen album? Fakt, mogliśmy szarpnąć się na duże wydawnictwo, ale wyszliśmy z założenia, że w ten sposób nie dojdziemy do odpowiednich wniosków. Chcemy, aby wykrystalizowała się idea czym ma być album. Te dwie EP temu właśnie służą, abyśmy mieli na czym eksperymentować.

E: Jakie są wasze plany na przyszłość?

MM: Domek na wsi, podróż na desce windsurfingowej przez bezdroża Kaukazu i egzoszkielet. Taki na parę. Potem się zobaczy.

E: Czym się inspirujecie?

MM: Każdy czym innym, potem przynosimy to na próby, wrzucamy do takiego wielkiego kotła, stojącego obok konsoli, Hansollo w tym miesza i sprawdzamy, co wyjdzie.

SC: Wychowaliśmy się na skrajnie różnej muzie. Nie jesteśmy w tym samym wieku co też ma wpływ. Chyba jednak jest tak, że jesteśmy wszyscy otwarci na różną muzykę i mamy szerokie, praktycznie nieograniczone zainteresowania. Jak coś jest fajne i trafia, to się to wchłania. Podobnie podchodzimy do własnej muzyki. Jeśli jakiś pomysł nam wchodzi to nad nim pracujemy, a jeśli nie to trafia do kosza. Takie jest najważniejsze kryterium. Nie da się jednak nie zauważyć, że wyraźnie ściera się u nas świat elektroniki z rockowizną. Taka też będzie planowana na jesień EP.

Kompresor zaprasza: Dandelion Wine, Loopus

Last.fm

Google+

Facebook

Początek imprezy o godzinie 20:00. Wstęp: 15PLN.

ulotka

Dandelion Wine (Melbourne)

Australijski duet Dandelion Wine wystąpi w klubie Skład Butelek przy ulicy 11 Listopada 22. Warszawski koncert jest części europejskiej trasy koncertowej Australijczyków, która w Polsce obejmuje także Gdańsk oraz Bydgoszcz.

Dandelion Wine jest zespołem jedynym w swoim rodzaju. Ich brzmienie można porównać do Dead Can Dance, Cocteau Twins czy Portishead. W swojej muzyce wykorzystują tradycyjne ludowe instrumenty z różnych części świata, którym towarzyszą gitary i elektronika. W utworach Dandelion Wine world music przeplata się z trip-hopem, a ambient z muzyką średniowieczną, całości dopełnia darkwave’owy klimat i interesujący wokal Naomi Henderson. Mimo iż mieszkają po drugiej stronie globu wielokrotnie koncertowali w Europie, w tym pięć razy w Polsce. Gościli na popularnych festiwalach, takich jak Menuo Juodaragis, Summer Darkness, czy Wave Gotik Treffen.

Loopus (Warszawa)

To kosmicznej prędkości fuzja dwóch mocno zapętlonych w świecie muzyki postaci i prekursorów swoich gatunków muzycznych: sterującego psychodeliczną lirą korbową i mroczną fidelą renesansową Roberta DeLiry Jaworskiego (Żywiołak, Roberto DeLira & Kompany) oraz nieprzejednanego w poszukiwaniu podniebnych wysokości i funeralnego spokoju w swym głosie Sebastiana Madejskiego (Beltaine Improved, Tańce Snu). LOOPUS to powstałe w czerwcu tego roku absurdalne i jednocześnie nieodkryte uczucie poszukiwania między folklorem, zapętlonym transem, genialnie absurdalną liryką oraz przestrzenią natury w jednym miejscu i w tym samym czasie… LOOPUS to radość, smutek, silnie nieobojętne emocje, jednocześnie fuzzzzzja i destrukcja estetyki, zapoczątkowana całkiem niedawno.

Kompresor zaprasza: Dandelion Wine w Klubokawiarni 1138

Last.fm

Google+

Facebook

Początek imprezy o godzinie 20:00, koncert od 21:00. Wstęp: 10PLN.

ulotka

Dandelion Wine (Melbourne)

Australijski duet Dandelion Wine wystąpi w Klubokawiarni 1138 przy ulicy Sienkiewicza 6. Bydgoski koncert jest części europejskiej trasy koncertowej Australijczyków, która w Polsce obejmuje także Gdańsk oraz Warszawę.

Dandelion Wine jest zespołem jedynym w swoim rodzaju. Ich brzmienie można porównać do Dead Can Dance, Cocteau Twins czy Portishead. W swojej muzyce wykorzystują tradycyjne ludowe instrumenty z różnych części świata, którym towarzyszą gitary i elektronika. W utworach Dandelion Wine world music przeplata się z trip-hopem, a ambient z muzyką średniowieczną, całości dopełnia darkwave’owy klimat i interesujący wokal Naomi Henderson. Mimo iż mieszkają po drugiej stronie globu wielokrotnie koncertowali w Europie, w tym pięć razy w Polsce. Gościli na popularnych festiwalach, takich jak Menuo Juodaragis, Summer Darkness, czy Wave Gotik Treffen.